Jego nazwa nie wzięła się znikąd. Sunrise Blonde ma kojarzyć się ze światłem wschodzącego słońca: delikatnym, złotym, lekko miodowym, ale nadal naturalnym. Włosy nie mają wyglądać jak jednolita farba nałożona od nasady po końce. Chodzi raczej o efekt refleksów, które łapią światło i sprawiają, że fryzura wygląda świeżo nawet wtedy, gdy nie jest perfekcyjnie ułożona.
Blond, który nie jest ani platyną, ani zwykłym miodem
Sunrise Blonde trudno zamknąć w jednym odcieniu. To mieszanka jasnego beżu, szampana, złota, miodu i czasem bardzo subtelnej morelowej poświaty. Najważniejsze jest jednak to, żeby kolor nie był płaski. Ma mieć głębię, ruch i naturalne przejścia między tonami.
Właśnie dlatego ten trend może spodobać się osobom zmęczonym bardzo chłodnymi blondami. Platyna bywa efektowna, ale nie każdej cerze służy. Potrafi wyostrzać rysy, podkreślać zaczerwienienia i wymaga częstego odświeżania. Sunrise Blonde idzie w zupełnie inną stronę. Jest mniej surowy, bardziej miękki i łatwiejszy do noszenia na co dzień.
Nie jest to jednak klasyczny miodowy blond. Ten bywa mocniejszy, bardziej złoty i czasem wpada w żółte tony. Sunrise Blonde powinien wyglądać lżej. Jak włosy, które po kilku dniach urlopu stały się jaśniejsze, ale nadal wyglądają zdrowo i naturalnie.
Dlaczego ten kolor pasuje do lata?
Latem wiele osób chce odświeżyć fryzurę, ale niekoniecznie robić dużą zmianę. Sunrise Blonde dobrze wpisuje się w ten moment. Rozświetla twarz, dodaje włosom lekkości i świetnie wygląda przy prostej stylizacji: luźnych falach, koku, rozpuszczonych pasmach albo włosach związanych po wyjściu z plaży.
Ten odcień dobrze pracuje ze światłem. W słońcu może wydawać się bardziej złoty i promienny, w cieniu robi się spokojniejszy, kremowy, bardziej elegancki. Dzięki temu nie wygląda sztucznie. Nie ma w nim efektu ostrego kontrastu ani przesadnie wyrysowanych pasemek.
To też kolor, który dobrze pasuje do letniego makijażu. Lekko opalona skóra, błyszczyk, kremowy róż, rozświetlacz i ciepły blond tworzą bardzo spójną całość. Właśnie dlatego Sunrise Blonde może mieć szansę na popularność nie tylko wśród osób śledzących trendy, ale też wśród tych, które po prostu chcą wyglądać świeżo.
Komu może pasować Sunrise Blonde?
Najłatwiej uzyskać ten efekt na włosach w odcieniu blondu, ciemnego blondu albo jasnego brązu. Przy takiej bazie fryzjer może zbudować refleksy bez bardzo mocnego rozjaśniania. Jeśli włosy są ciemniejsze, efekt również jest możliwy, ale zwykle wymaga większej ostrożności i rozłożenia koloryzacji na etapy.
Sunrise Blonde dobrze sprawdzi się u osób, które lubią naturalny efekt. Nie jest to kolor dla kogoś, kto oczekuje bardzo ostrej, graficznej metamorfozy. Tu chodzi o subtelniejsze rozświetlenie. O włosy, które wyglądają zdrowo, miękko i drożej, ale bez wrażenia przesady.
Przy chłodniejszym typie urody warto poprosić fryzjera o więcej beżu i szampańskich tonów. Przy cieplejszej cerze można pozwolić sobie na więcej miodu, złota i delikatnej moreli. Najważniejsze, żeby kolor był dopasowany do skóry, brwi i naturalnej bazy włosów. Sunrise Blonde nie powinien być kalką z jednego zdjęcia. U każdej osoby może wyglądać trochę inaczej.
Jak poprosić o taki kolor u fryzjera?
Sama nazwa trendu może nie wystarczyć. Nie każdy salon używa określeń z zagranicznych portali beauty, dlatego lepiej opisać efekt. Warto powiedzieć, że chodzi o ciepły, świetlisty blond z miękkimi refleksami, bez chłodnej platyny, bez ostrego odcięcia przy nasadzie i bez żółtej poświaty.
Pomocne mogą być takie określenia jak: beżowy blond, szampańskie refleksy, miodowe pasma, naturalne rozświetlenie przy twarzy, efekt włosów muśniętych słońcem. Fryzjer może zaproponować balayage, babylights albo delikatne face framing, czyli jaśniejsze pasma wokół twarzy.
Przed wizytą dobrze jest przygotować kilka zdjęć inspiracji. Nie po to, żeby odtworzyć kolor jeden do jednego, ale żeby ustalić kierunek. Na jednym zdjęciu blond może być bardziej złoty, na innym bardziej kremowy, a na kolejnym niemal morelowy. Taka rozmowa pozwala uniknąć rozczarowania.
Pielęgnacja zdecyduje, czy efekt będzie naprawdę ładny
Sunrise Blonde najlepiej wygląda na włosach zadbanych i błyszczących. Jeśli pasma są suche, matowe albo szorstkie, nawet najładniejszy odcień szybko traci lekkość. Latem to szczególnie ważne, bo słońce, chlor, słona woda i częste mycie potrafią mocno osłabić włosy.
Po koloryzacji warto postawić na łagodny szampon, odżywkę wygładzającą, maskę nawilżającą i ochronę termiczną. Przy urlopie przyda się też kosmetyk zabezpieczający włosy przed słońcem. Gdy pasma po wakacjach staną się suche, sztywne albo zaczną tracić połysk, pomocna będzie dobrze dobrana regeneracja włosów po słońcu, szczególnie przy jasnych i rozjaśnianych odcieniach.
Z fioletowymi szamponami lepiej uważać. Sunrise Blonde z założenia ma być ciepły, więc zbyt częste ochładzanie może zabrać mu cały urok. Taki kosmetyk warto stosować rozsądnie, najlepiej wtedy, gdy kolor faktycznie zaczyna wpadać w niechciane żółte tony.
Trend, który nie wymaga wielkiej rewolucji
Największą zaletą Sunrise Blonde jest to, że nie wygląda jak jednosezonowa fanaberia. Można go zrobić bardzo delikatnie, tylko przez kilka refleksów przy twarzy. Można też pójść w mocniejsze rozświetlenie, jeśli włosy są już jasne i dobrze znoszą koloryzację.
To kolor dla osób, które chcą zmiany, ale nie chcą zaczynać wszystkiego od zera. Nie wymaga platynowego blondu, mocnego kontrastu ani idealnej stylizacji każdego ranka. Najlepiej wygląda wtedy, gdy włosy mają trochę ruchu i naturalności.
Sunrise Blonde może więc szybko trafić z zagranicznych trendów do salonów fryzjerskich. Ma wszystko, czego latem szuka wiele kobiet: świeżość, ciepło, lekkość i efekt włosów rozświetlonych słońcem. Nie jest nachalny. Nie dominuje nad urodą. Po prostu dodaje twarzy blasku.



