Zoo na rodzinne popołudnie
Stare Zoo znajduje się przy ul. Zwierzynieckiej 19, blisko centrum Poznania. Po przekroczeniu bramy wchodzimy pomiędzy wysokie drzewa, niewielkie wybiegi i zabytkowe budynki. Miejski ruch nadal jest niedaleko, ale wewnątrz ogrodu łatwo o nim zapomnieć. Na teren zoo wchodzi się bezpłatnie. To jedna z jego największych zalet, szczególnie podczas wizyty z młodszymi dziećmi. Nie trzeba planować całodziennej wyprawy ani próbować zobaczyć wszystkiego przed zamknięciem. Można obejść część wybiegów, zatrzymać się na placu zabaw, coś zjeść i dopiero później zdecydować, czy zostajemy dłużej.
Taka swoboda wyraźnie zmienia charakter rodzinnego wyjścia. Gdy jedno z dzieci zaczyna być zmęczone, można zrobić przerwę bez poczucia, że drogi bilet właśnie się marnuje. Jeśli natomiast zwierzęta wzbudzą większe zainteresowanie, pozostaje jeszcze płatny pawilon z najbardziej rozbudowaną ekspozycją.
Dwa poznańskie ogrody, dwa sposoby zwiedzania
Stare Zoo i Nowe Zoo nie są konkurencyjnymi wersjami tej samej atrakcji. Ogród przy Zwierzynieckiej ma niewielki, parkowy teren, podczas gdy Nowe Zoo zajmuje rozległy obszar na Białej Górze, w pobliżu Jeziora Maltańskiego. Nowe Zoo udostępniono zwiedzającym w 1974 roku. Początkowo planowano przenieść tam cały ogród zoologiczny, ale Stare Zoo pozostało na swoim miejscu, a w 1976 roku wpisano je do rejestru zabytków. Z czasem duże zwierzęta stopniowo przenoszono nad Maltę, ponieważ na niewielkim terenie wśród zwartej zabudowy Jeżyc brakowało dla nich odpowiedniej przestrzeni.
Dziś wybór zależy przede wszystkim od tego, ile mamy czasu. Nowe Zoo nadaje się na długą wyprawę, podobnie jak inne duże ogrody zoologiczne odwiedzane z dziećmi. Stare Zoo można zwiedzać spokojniej i bez rozpisywania trasy. Zamiast słoni, żyraf czy tygrysów są tu przede wszystkim ptaki, mniejsze zwierzęta gospodarskie oraz rozbudowana ekspozycja ryb, gadów i płazów.
Od dzioborożca do świni Pyrki
Na zewnętrznych wybiegach dużą część kolekcji tworzą ptaki. Podczas naszej wizyty oglądaliśmy między innymi dzioborożca trąbiącego, argusa malajskiego, ibisy szkarłatne i kasztanowate, warzęchy, warugę kasztanowatą oraz gęś hawajską. Były też drzewice, świstuny chilijskie, karolinki i mandarynki. Nie trzeba znać nazw wszystkich gatunków, aby dobrze się bawić. Nasze dzieci zwracały uwagę na zupełnie inne szczegóły: ogromny dziób, intensywny kolor piór, długi ogon albo ptaka, który właśnie podszedł najbliżej ogrodzenia. Tablice przy wybiegach pozwalały dopiero później ustalić, co właściwie oglądamy.
Kilka alejek dalej egzotyczne ptaki ustępują miejsca świniom zwisłobrzuchym. Podczas naszego pobytu jedną z mieszkanek była Pyrka, której poświęcono również tablicę informującą o możliwości adopcji zwierzęcia. Takie zestawienie dobrze oddaje charakter ogrodu: przed chwilą fotografowaliśmy ptaka z dalekiej Azji, a po chwili staliśmy przy świni jedzącej warzywa.
Akwaria i terraria pełne różnych gatunków
Najbogatszą częścią ekspozycji jest Pawilon Zwierząt Zmiennocieplnych. Wejście do niego wymaga osobnego biletu. Podczas naszej wizyty w sierpniu 2026 roku bilet normalny kosztował 8 zł, a ulgowy 6 zł. Ponieważ cennik może się zmienić, przed kolejnym przyjazdem najlepiej potwierdzić aktualną cenę bezpośrednio w zoo. Zwiedzanie rozpoczyna się od akwariów. Widzieliśmy w nich między innymi skalary, gurami mozaikowe i dwuplamiste, sumiczki szkliste, pyszczaki oraz różne pielęgnice. Ekspozycja jest znacznie mniejsza niż największe akwaria i oceanaria w Polsce, ale poszczególne zbiorniki robię naprawdę wrażenie. Znajdują się w nich ciekawe okazy.
Największe poruszenie wśród dzieci wywołały piranie Natterera. Nie zachowywały się jak filmowe potwory. Pływały spokojnie i z pewnej odległości wyglądały dość niepozornie. Dopiero po podejściu do szyby dobrze było widać ich masywne ciała, charakterystyczne głowy i szczęki. Sama nazwa wystarczyła jednak, aby cała trójka naszych dzieci natychmiast znalazła się przy akwarium.
Anakondę najpierw trzeba odnaleźć
W terrariach zwierzę nie zawsze widać od razu. W pierwszej chwili dostrzegamy kamienie, wodę, gałęzie i roślinność. Dopiero po dokładniejszym spojrzeniu okazuje się, że fragment przypominający gruby konar jest ciałem węża. Podczas sierpniowej wizyty oglądaliśmy zarówno anakondę zieloną, jak i żółtą. Jedną można było wypatrzyć bez większego problemu, druga pozostawała częściowo ukryta. Dla dzieci jej odnalezienie było osobną atrakcją. W pawilonie widzieliśmy również boa dusiciele oraz kajmany.
Równie ciekawie prezentowała się kolekcja jaszczurek. Legwan nosorogi zwraca uwagę charakterystycznymi wyrostkami na pysku, od których pochodzi jego nazwa. Obok znajdowały się między innymi legwan kubański, filipińska agama żaglowa i tarczoluska sudańska.
Jednym z najbardziej niezwykłych mieszkańców pawilonu jest heloderma meksykańska. To masywna, jadowita jaszczurka pokryta paciorkowatymi łuskami. Wygląda zupełnie inaczej niż drobne jaszczurki znane z polskich łąk. Informacja o jej jadowitości sprawiła, że dzieci zaczęły znacznie uważniej przyglądać się zarówno zwierzęciu, jak i opisowi przy terrarium.
Kilkucentymetrowa żaba potrafi zatrzymać na długo
W otoczeniu dużych węży i ciężkich jaszczurek łatwo byłoby przeoczyć znacznie mniejsze płazy. Tymczasem to właśnie ich szukanie zajęło nam sporo czasu. Intensywnie niebieski drzewołaz lazurowy wygląda niemal nierealnie, ale nawet tak wyraziste ubarwienie nie oznacza, że żabę od razu zobaczymy wśród liści. W terrariach znajdowały się również drzewołazy o żółto-czarnych barwach oraz inne gatunki płazów. Niektóre siedziały niemal nieruchomo, częściowo zasłonięte przez rośliny. Dzieci z dużym zaangażowaniem przeszukiwały wzrokiem każdy fragment ekspozycji, próbując znaleźć kolejnego mieszkańca.
Przez pawilon można przejść stosunkowo szybko, ale wtedy zobaczymy głównie rzędy zbiorników. Znacznie więcej daje zatrzymanie się przed każdą szybą. Dopiero po chwili zaczynamy zauważać zwierzęta ukryte pod gałęzią, przy tafli wody albo na spodzie liścia.
Plac zabaw i historia ukryta w zieleni
Po wyjściu z pawilonu wróciliśmy pomiędzy drzewa i wybiegi. Na terenie zoo znajduje się plac zabaw, więc dzieci mogły na pewien czas zamienić oglądanie zwierząt na swobodną zabawę. Są też ławki i gastronomia, dzięki czemu nie musieliśmy przerywać wizyty, gdy przyszła pora na jedzenie.
Pomiędzy alejkami zachowały się zabytkowe budynki oraz rzeźby przypominające o długiej historii ogrodu. Najbardziej rozpoznawalny jest pomnik lwa stojący na wysokim cokole. Rzeźbę autorstwa niemieckiego artysty Augusta Gaula odsłonięto w maju 1910 roku. Pomnik upamiętnia zmarłego Roberta Jaeckla, pierwszego kierownika poznańskiego ogrodu zoologicznego.
W Starym Zoo dobrze widoczna jest jego podwójna rola. Nadal pozostaje ogrodem zoologicznym, ale jednocześnie pełni funkcję zielonego miejsca odpoczynku. Można przyjść tutaj ze względu na zwierzęta, a później zostać dłużej dla samego spaceru.
Bez pośpiechu i bez konieczności oglądania wszystkiego
Stare Zoo najlepiej sprawdziło nam się jako miejsce na kilka spokojnych godzin. Obejrzeliśmy ptaki i świnie zwisłobrzuche, weszliśmy do pawilonu, szukaliśmy anakond wśród gałęzi, zatrzymywaliśmy się przy piraniach i kolorowych żabach, a później zrobiliśmy przerwę na placu zabaw.
Największą zaletą ogrodu okazała się swoboda. Nie trzeba realizować długiej trasy ani wybierać pomiędzy kolejnymi odległymi wybiegami. Podstawowa część wizyty jest bezpłatna, a podczas naszego pobytu jedynym wydatkiem związanym bezpośrednio ze zwiedzaniem były niedrogie bilety do Pawilonu Zwierząt Zmiennocieplnych.
To nie jest mniejsza wersja Nowego Zoo. Przy Zwierzynieckiej otrzymujemy zupełnie inny rodzaj rodzinnego wyjścia: kilka różnorodnych ekspozycji, dużo zieleni, zabytkową przestrzeń i możliwość dostosowania tempa do dzieci. Właśnie dlatego po kilku godzinach nie mieliśmy poczucia, że czegoś nie zdążyliśmy zobaczyć. Po prostu spędziliśmy dobre rodzinne popołudnie w Poznaniu.
Tekst: Łukasz Augustyński
Zdjęcia: archiwum rodzinne
Źródła informacji historycznych i praktycznych: Zoo Poznań, Sztuka Poznania oraz dokumentacja z wizyty w sierpniu 2026 r.




