Mama z dzieckiem w miejscach publicznych jest poddawana presji

Mama z dzieckiem jest częstym obiektem rozmów, a macierzyństwo w przestrzeni publicznej jest nieustannie wystawiane na społeczną ocenę. Wystarczy płacz dziecka w restauracji, sklepie czy autobusie, aby w stronę matki pojawiły się spojrzenia, komentarze lub sugestie, że powinna coś z tym zrobić. W takich sytuacjach odpowiedzialność niemal automatycznie przypisywana jest kobiecie, nawet jeśli obok jest drugi rodzic. Mało kto się zastanawia, czy ma rację. Niewiele osób uwzględnia okoliczności czy etap rozwoju dziecka. To naturalne, że maluch nie będzie się zachowywać tak jak dorosły. Małe dzieci w znakomitej większości zachowują się adekwatnie do swojego wieku.
Facebook
Twitter
LinkedIn
Pinterest
WhatsApp
Email
Print
Mama z dzieckiem w miejscach publicznych jest poddawana presji

Presja wobec matek w miejscach publicznych to zjawisko, które wielu rodziców zna z własnego doświadczenia, ja również. Z jednej strony oczekuje się od nich, że będą aktywnie uczestniczyć w życiu społecznym, podróżować z dziećmi i wychodzić z domu. Z drugiej, gdy dziecko zachowuje się głośno lub okazuje swoje emocje, których często nie rozumie, pojawia się społeczna krytyka. To jeden z paradoksów współczesnego rodzicielstwa.

Dlaczego to matki są najczęściej oceniane?

W wielu kulturach wciąż funkcjonuje przekonanie, że to właśnie matka odpowiada za wszystko, co dotyczy dziecka: jego zachowanie, emocje i wychowanie. W konsekwencji, gdy dziecko płacze w miejscu publicznym, uwaga otoczenia kieruje się przede wszystkim na kobietę. Jak pokazują doświadczenia wielu matek, komentarze są bezpośrednie i oceniające. Nierzadko słyszą sugestie, że powinny zrobić coś z dzieckiem. Czują się winne, bo nie potrafią go uspokoić natychmiast. Co ciekawe, ojcu, który znajduje się obok, nikt nie ma odwagi zwrócić uwagi.

To pokazuje, jak silne są społeczne stereotypy dotyczące ról rodzicielskich. Ojciec jest postrzegany jako pomocnik lub osoba od zabawy, natomiast matka jako ta, która powinna natychmiast reagować na każdą emocję dziecka. To oczekiwanie jest nierealne. Jestem mamą i reaguję na emocje, potrzeby oraz zachowania moich dzieci. Prawda jest taka, że ich reakcje nie zawsze są takie, jakich ja czy ktoś inny może oczekiwać. Czy to moja wina? Nie. Dziecko ma prawo się np. wypłakać, jeśli tego potrzebuje. Nie musi tłumić swoich emocji.

Nie jestem obojętna, ale też nie chcę programować moich pociech, że płacz, czy niektóre emocje są złe. Moim zadaniem jako rodzica jest wspieranie dzieci, by nauczyły się rozpoznawać emocje i sobie z nimi radzić. Taka nauka to długoletni proces. Nikt z nas nie nauczył się inteligencji emocjonalnej w ciągu jednego dnia czy tygodnia.

Dziecko płacze – a społeczeństwo szuka winnej

Płacz dziecka w miejscu publicznym bardzo często wywołuje reakcję otoczenia. Spojrzenia, szepty czy komentarze mogą sprawić, że rodzic, a szczególnie matka, zaczyna czuć się oceniany. Problem polega na tym, że dzieci płaczą z wielu powodów: są zmęczone, przebodźcowane, głodne albo po prostu przeżywają silne emocje. To naturalny element rozwoju. Dziecko dopiero uczy się regulować swoje reakcje i w wielu przypadkach nie potrafi kontrolować swoich zachowań.

Oczekiwanie, że w każdej sytuacji będzie spokojne i grzeczne, jest po prostu nierealne. Mimo to wielu ludzi interpretuje płacz dziecka jako dowód na błędy wychowawcze rodzica. Myślę, że warto się pochylić nad tym problemem i zacząć o tym głośno rozmawiać.

Macierzyństwo pod społeczną lupą

Dla wielu kobiet presja związana z wychowywaniem dzieci w przestrzeni publicznej jest ogromna. Każde wyjście do restauracji, sklepu czy na plac zabaw może wiązać się z obawą przed oceną. Ostatnio swoimi doświadczeniami dzieliła się w jednej z grup na Facebooku mama mieszkająca we Wrocławiu. Pisała, że boi się wychodzić na spacer czy na plac zabaw z dzieckiem, ponieważ ciągłe słyszy nieprzychylne komentarze. Z jej opisu nie wynikało, że dziecko zachowuje się w taki sposób, by reakcja ludzi była konieczna.

Matki często słyszą różnego rodzaju rady i sugestie od nieznajomych, znajomych, a czasem nawet innych rodziców. Presja społeczna sprawia, że kobiety zaczynają wątpić w swoje decyzje i kompetencje. Tymczasem każda rodzina funkcjonuje inaczej, a sposób wychowywania dzieci jest indywidualną sprawą rodziców. Rodzicielstwo jest pełne emocji, prób oraz błędów.

Restauracje, sklepy i transport publiczny – czy dzieci są naprawdę mile widziane wśród ludzi dorosłych?

Coraz więcej miejsc deklaruje, że są przyjazne rodzinom. W restauracjach pojawiają się krzesełka do karmienia, kąciki zabaw czy menu dla najmłodszych. Takie lokale są potrzebne. Wiele lokali gastronomicznych tworzy kąciki dla dzieci czy ma krzesełka do karmienia. Wchodząc do takiego miejsca, trzeba mieć na uwadze, że można trafić na malucha, który przeżywa trudny moment. Nie dla każdego jest to oczywiste, o czym się przekonałam na własnej skórze podczas urlopu.

Gdy dziecko zaczyna płakać lub wyrażać emocje, reakcje innych gości często pokazują, że tolerancja ma swoje granice. Społeczeństwo wciąż nie do końca akceptuje fakt, że dzieci są częścią przestrzeni publicznej wraz ze wszystkimi ich emocjami i potrzebami. Byliśmy w trasie i nasze dzieci były głodne. Postanowiliśmy się zatrzymać na obiad w restauracji. Pech chciał, że nasz 1,5 roczny syn spał i w restauracji został obudzony. Najpierw płakał, potem udało nam się go uspokoić. Po chwili zaczął się bawić, trzaskając widelcem w talerz. Nie pozwoliłam mu na takie zachowanie. Zaczął płakać i ani mąż, ani ja nie potrafiliśmy go uspokoić. Po kilku minutach starań usłyszałam od starszego pana: Niechże pani weźmie w końcu to dziecko na ręce, bo płacze.

Przyznam, że w tym momencie się we mnie zagotowało. Mocno gryzłam się język i wyszłam z synem z restauracji, choć mój mąż nalegał, żebym została. Obsługa restauracji była bardzo życzliwa. Rozumiem, że starszemu panu mógł z jakichś powodów przeszkadzać płacz dziecka. Myślę, że przed zwróceniem mi uwagi, mógł wziąć kontekst sytuacji. Czy miałam pozwolić dziecku na trzaskanie widelcem w talerz dla świętego spokoju? Może i tak. Za kilka lat pewnie ktoś by mi powiedział, że moja pociecha jest niewychowana. Moje komunikaty muszą być spójne. Jeśli teraz pozwolę na wszystko, za jakiś czas będzie mi trudno wytłumaczyć, że teraz nagle czegoś nie wolno robić, skoro wcześniej to nie był problem.

Zamiast oceny odrobina empatii

Każdy z nas był kiedyś dzieckiem. Każdy rodzic zna sytuację, gdy jego pociecha płacze w najmniej odpowiednim momencie. Zamiast krytyki czy ironicznych komentarzy, dużo więcej zmienia zwykły gest zrozumienia. Uśmiech, życzliwe spojrzenie lub słowa wsparcia mogą sprawić, że rodzic poczuje się mniej osamotniony w trudnej chwili. Prawda jest taka, że nie wiemy, co wydarzyło się wcześniej: czy dziecko nie spało pół nocy, czy jest chore albo zmęczone podróżą. Wychowanie dziecka to proces, który odbywa się każdego dnia, także w miejscach publicznych.

Podsumowanie: Mama z dzieckiem w miejscach publicznych jest poddawana presji

Presja wobec matek w przestrzeni publicznej to realny problem, który wynika z głęboko zakorzenionych stereotypów i społecznych oczekiwań. Gdy dziecko płacze, wiele osób automatycznie szuka winnej. Najczęściej jest nią matka.

Dziecięce emocje, podobnie jak nasze, są naturalne. My jako dorośli powinniśmy umieć sobie z nimi radość. Jak życie pokazuje, czasem sprawia nam to trudność. Rodzicielstwo nie polega na perfekcyjnej kontroli każdej sytuacji. Społeczeństwo potrzebuje większej empatii wobec rodzin z dziećmi i większego zrozumienia dla tego, że rozwój dziecka wiąże się z hałasem, ruchem oraz emocjami. Zmiana zaczyna się od małych gestów: od powstrzymania się od oceny i zastąpienia jej zwykłą życzliwością.

Jako rodzic nie mam nic do tego, żeby powstały lokale, w których dzieci nie są mile widziane. Dla mnie to uczciwy komunikat: tutaj przebywają osoby, które z różnych powodów nie chcą przebywać wśród maluchów. Mają do tego prawo i ja to szanuję. Tak samo chciałabym, żeby reakcja na dziecko była inna. Ono nie będzie się zachowywać tak jak dorosła osoba, bo dla niego jest to nienaturalne tak samo jak dla nas nienaturalne jest to, żeby zachowywać się jak małe dziecko. Każdy wiek ma swoje prawa, inne zadania życiowe do wykonania. Myślę, że większa świadomość psychologii rozwojowej człowieka rozwiązałaby wiele problemów w przestrzeni publicznej.

FAQ — Mama z dzieckiem w miejscach publicznych jest poddawana presji

Dlaczego matki częściej niż ojcowie są oceniane w miejscach publicznych?

To efekt kulturowych stereotypów, według których kobieta jest główną opiekunką dziecka i odpowiada za jego zachowanie.

Czy płacz dziecka w miejscu publicznym oznacza brak wychowania?

Nie, płacz jest naturalnym sposobem wyrażania emocji przez dziecko, które dopiero uczy się regulować swoje reakcje.

Jak reagować, gdy widzimy płaczące dziecko w restauracji lub sklepie?

Najlepszą reakcją jest empatia. Zamiast oceniać rodzica, warto okazać zrozumienie lub po prostu nie komentować sytuacji.

Czy dzieci powinny przebywać w przestrzeni publicznej?

Tak, dzieci są częścią społeczeństwa i mają prawo uczestniczyć w życiu publicznym razem ze swoimi rodzicami.

Zobacz także

Q&A

Dlaczego to mamy częściej niż ojcowie słyszą uwagi, gdy dziecko płacze albo zachowuje się głośno?
To w dużej mierze efekt utrwalonych przekonań, że to matka odpowiada za emocje, zachowanie i „opanowanie” dziecka w każdej sytuacji. Kiedy maluch płacze w restauracji, sklepie albo autobusie, wiele osób automatycznie patrzy właśnie na kobietę, jakby to ona miała obowiązek natychmiast wszystko naprawić. Taki sposób myślenia pomija fakt, że dziecko dopiero uczy się regulować swoje reakcje, a rodzicielstwo nie polega na pełnej kontroli nad każdą chwilą. Problem nie wynika więc tylko z zachowania dziecka, ale z oczekiwań, które społeczeństwo nadal nakłada głównie na mamy.
Jak najlepiej zareagować, gdy obca osoba komentuje płacz dziecka albo próbuje pouczać rodzica w miejscu publicznym?
Najważniejsze jest to, by nie brać na siebie całej emocji z takiej sytuacji i skupić się najpierw na dziecku. Nie każda uwaga wymaga odpowiedzi, a czasem najrozsądniej jest po prostu zakończyć kontakt i wrócić do uspokajania malucha. Jeśli komentarz jest natarczywy, można spokojnie i krótko zaznaczyć granicę, bez wdawania się w dłuższą dyskusję. Rodzic nie ma obowiązku tłumaczyć obcym ludziom każdego zachowania dziecka ani udowadniać, że robi wszystko „właściwie”.
Co mogą zrobić inni dorośli, żeby przestrzeń publiczna była bardziej przyjazna dla rodzin z dziećmi?
Najwięcej zmienia zwykła życzliwość i rezygnacja z pochopnej oceny. Płacz, zmęczenie czy głośne emocje dziecka nie muszą oznaczać złego wychowania, tylko zwykły, trudny moment w rozwoju albo efekt zmęczenia, głodu czy przebodźcowania. Zamiast komentować, lepiej dać rodzinie przestrzeń, okazać zrozumienie albo po prostu nie dokładać stresu. Publiczne miejsca naprawdę stają się bardziej rodzinne nie wtedy, gdy tylko mają krzesełka i kąciki zabaw, ale wtedy, gdy dorośli potrafią reagować z empatią.
e-dzieciaki.pl
Mama szóstki dzieci, inspiratorka rodziców. Copywriterka, wydawczyni internetowa, redaktorka portalu www.e-dzieciaki.pl, content marketerka, SEO copywriterka. Piszę o rodzicielstwie, zdrowiu naturalnym, macierzyństwie i pracy oraz tabu. Pomagam przedsiębiorcom zwiększać rozpoznawalność w inteternecie.

Źródło:

Michaela Fuchs