„Przygody z Alpaką” są rodzinnym przedsięwzięciem. Kto prowadzi to miejsce i jak długo je Państwo rozwijają?
To miejsce prowadzę razem z siostrą i tatą. Bardzo pomaga nam również babcia, która mieszka na miejscu. Każdy włącza się w codzienne obowiązki, dlatego jest to w pełni rodzinna inicjatywa. Alpaki są z nami od pięciu lat, natomiast gości zaczęliśmy zapraszać trzy lata temu. Początkowo nie planowaliśmy przyjmować odwiedzających. Wszystko rozwijało się stopniowo.
Skąd pojawił się pomysł, aby sprowadzić pierwsze alpaki?
Zaczęło się zupełnie przypadkowo. Rodzice działają w branży budowlanej i pewnego dnia pojechaliśmy z tatą dostarczyć materiały klientowi. Miałyśmy wtedy z siostrą około trzynastu lub czternastu lat. Na miejscu zobaczyłyśmy alpaki i od razu się nimi zachwyciłyśmy. To był taki moment, kiedy patrzy się na zwierzę i już wiadomo, że człowiek przepadł. Zaczęłyśmy przekonywać rodziców, że również chciałybyśmy mieć alpaki. Rodzice postawili nam warunek: jeżeli obie zakończymy rok szkolny z dobrymi wynikami i zdobędziemy świadectwa z paskiem, dostaniemy dwie alpaki. Udało nam się, a rodzice dotrzymali słowa. Pierwszymi alpakami były dwie samiczki. Obecnie mamy ich już dziesięć.
Zanim pierwsze alpaki do Państwa trafiły, odbyli Państwo specjalne szkolenie. Czy wtedy okazało się, że opieka nad nimi jest bardziej wymagająca, niż początkowo się wydawało?
Na początku wydawało nam się, że wystarczy znaleźć odpowiednie ogłoszenie, kupić zwierzęta i przygotować im miejsce. Nie chcieliśmy jednak decydować się na zakup z przypadkowego źródła, dlatego znaleźliśmy hodowlę w okolicach Konina. Kiedy skontaktowaliśmy się z hodowlą i powiedzieliśmy, że chcielibyśmy kupić alpaki, usłyszeliśmy, że nie sprzedadzą nam ich bez wcześniejszego szkolenia. Szkolenie trwało około czterech dni. Dowiedzieliśmy się, jakie rośliny alpaki mogą jeść, które są dla nich niebezpieczne, jakie choroby mogą u nich występować i jak się nimi zajmować. Dziś bardzo się cieszymy, że odbyliśmy to szkolenie. Dopiero wtedy zobaczyliśmy, jak dużej wiedzy wymaga opieka nad alpakami.
Z czasem zaczęły pojawiać się u Państwa również inne gatunki. Jak rozwijało się to miejsce?
Najpierw były alpaki, później pojawiły się kózki miniaturowe. Następnie otrzymaliśmy propozycję przyjęcia walabii Bennetta, którą odwiedzający często nazywają „mini kangurem”. Zgodziliśmy się. Lubimy spontaniczne pomysły, chociaż wcześniej sprawdzamy, czy mamy odpowiednie miejsce i warunki dla danego zwierzęcia. Przed przyjęciem walabii również musieliśmy dowiedzieć się, jak się nią zajmować. Ostatnio dołączyły do nas kaczki biegusy i owieczka.
Wspomniała Pani o walabii Bennetta, którą wiele osób nazywa „mini kangurem”. Skąd bierze się to określenie?
To walabia Bennetta, choć ze względu na wygląd nasi goście często nazywają ją „mini kangurem” albo „kangurem miniaturką”. Kiedyś odwiedził nas chłopiec, którego jeden z rodziców mieszka w Australii. Gdy powiedziałam, że mamy „mini kangura”, zwrócił mi uwagę, że nie jest to po prostu mały kangur.
Czym alpaki Huacaya różnią się od Suri?
Nasze alpaki należą do typu Huacaya. Mają puszystą, miękką okrywę, która jest bardzo przyjemna w dotyku. Alpaki Suri wyglądają inaczej. Ich włókno układa się w dłuższe, charakterystyczne pasma przypominające loczki.
Pierwsze alpaki miały być wyłącznie rodzinną pasją. Kiedy pojawił się pomysł, aby zacząć zapraszać odwiedzających?
Początkowo mieliśmy dwie alpaki tylko dla siebie. Przygotowaliśmy im niewielki teren i traktowaliśmy opiekę nad nimi jako hobby oraz sposób spędzania wolnego czasu. Z czasem ludzie zaczęli pytać, co to za zwierzęta. W naszej okolicy alpaki nie były wtedy często spotykane. Pojawiały się pytania, czy można przyjechać, zobaczyć je z bliska, pogłaskać albo nakarmić. Po około dwóch latach stwierdziliśmy, że możemy zacząć zapraszać odwiedzających. Chcieliśmy pokazywać ludziom alpaki i dzielić się naszą pasją.
Gdy zaczęli Państwo zapraszać gości, potrzebna była również nazwa. Jak powstała nazwa „Przygody z Alpaką”?
Kiedy postanowiliśmy zacząć przyjmować odwiedzających, potrzebowaliśmy nazwy i profilu, dzięki któremu ludzie mogliby nas znaleźć. Zastanawialiśmy się, co najlepiej oddaje historię tego miejsca. Wszystko zaczęło się przecież od naszej przygody z alpakami, która z czasem stała się pasją. W ten sposób powstała nazwa „Przygody z Alpaką”. Na razie działamy głównie za pośrednictwem Facebooka. Własnej strony internetowej jeszcze nie mamy.
Które zwierzęta budzą największe zainteresowanie wśród dzieci?
Alpaki i walabia Bennetta oczywiście przyciągają uwagę dzieci. Wiele z nich nie miało wcześniej okazji oglądać takich zwierząt z bliska. Co ciekawe, bardzo dużym zainteresowaniem cieszą się również kury. Czasami właśnie dobrze znane zwierzęta gospodarskie okazują się dla najmłodszych największą atrakcją. Podobnie jest z kózkami.
Czy odwiedzają Państwa przede wszystkim rodziny z dziećmi?
Dzieci są bardzo zainteresowane zwierzętami, ale odwiedzają nas również sami dorośli. Wielu z nich mówi, że pobyt na świeżym powietrzu i kontakt ze zwierzętami pozwalają im odpocząć. Czasami wystarczy usiąść, obserwować alpaki i na chwilę oderwać się od codziennych spraw. W czasie wakacji, kiedy mamy wolne od szkoły, prowadzimy także zajęcia dla dzieci. Zwierzęta są ważnym elementem tych zajęć, a najmłodsi bardzo chętnie spędzają czas w ich otoczeniu.
Odwiedzały Państwa również grupy z pobliskiej szkoły specjalnej. Jak dzieci reagowały na pierwszy kontakt z alpakami?
Widzieliśmy, że dzieci bardzo interesowały się zwierzętami. Niektóre początkowo się bały. Dla części z nich alpaka była dużym, nieznanym wcześniej zwierzęciem, czasem nawet od nich wyższym, dlatego pierwsze spotkanie mogło budzić niepewność. Nie każde dziecko od razu chciało karmić zwierzę z ręki. Czasami zaczynało się od delikatnego dotknięcia wełny. Alpaka mogła podejść i powąchać dziecko, a ono stopniowo oswajało się z jej obecnością. Każde reagowało trochę inaczej.
Nie wszystkie spotkania odbywają się jednak na miejscu. Z alpakami pojawiają się Państwo również podczas festynów i lokalnych wydarzeń. Jak wyglądają takie wyjazdy?
Uczestniczymy w festynach i wydarzeniach organizowanych między innymi z okazji Dnia Dziecka. Zabieramy na nie zwykle trzy spokojne i sprawdzone alpaki. Wybieramy te zwierzęta, które dobrze znamy i o których wiemy, że nie stresują się zmianą otoczenia. Dzieci mogą je pogłaskać, nakarmić, a czasami także poprowadzić na smyczy, o ile widzimy, że zwierzęta dobrze się z tym czują. Takie wyjazdy pozwalają nam również docierać do osób, które wcześniej o nas nie słyszały.
Prowadzenie takiego miejsca to jednak nie tylko spotkania z gośćmi. Czy trudno znaleźć weterynarza mającego doświadczenie z alpakami i pozostałymi zwierzętami?
W naszej okolicy współpracujemy z panią weterynarz, która przyjeżdża do nas, kiedy zauważamy coś niepokojącego. Pomaga także przy badaniach, na przykład podczas wykonywania USG ciężarnych alpak. Ma doświadczenie z większymi zwierzętami, co jest dla nas bardzo ważne. Jeżeli pojawia się problem charakterystyczny dla alpak, kontaktujemy się również z panią Martą i panem Piotrem z hodowli, w której odbyliśmy szkolenie. Możemy do nich zadzwonić, opisać sytuację i poprosić o radę, gdy dzieje się coś nietypowego.
Które obowiązki pochłaniają najwięcej czasu?
Najwięcej pracy mamy obecnie przy alpakach, ponieważ jest ich dziesięć. Trzeba regularnie sprzątać miejsca, w których przebywają, karmić je i obserwować ich stan zdrowia. Do tego dochodzą zabiegi pielęgnacyjne. Uzębienie alpak wymaga regularnej kontroli, a jeżeli zęby nie ścierają się prawidłowo, konieczna może być ich korekta, aby zwierzę mogło swobodnie pobierać pokarm. Regularnie przycinamy im również paznokcie. Alpaki mają miękkie poduszki na stopach, a nie typowe kopyta. Nasze alpaki strzyżemy raz w roku.
Przy takiej liczbie zwierząt ważne jest również bezpieczeństwo całego stada. Skąd trafiają do Państwa kolejni podopieczni i jak sprawdzają Państwo ich pochodzenie?
Wybieramy sprawdzone źródła, najlepiej lokalne hodowle. Jedno chore zwierzę mogłoby zagrozić pozostałym, dlatego sprawdzamy, skąd pochodzi, w jakich warunkach było utrzymywane i czy było odpowiednio traktowane. Ważne są również informacje o jego stanie zdrowia, wykonanych badaniach i szczepieniach. Wprowadzenie chorego zwierzęcia mogłoby oznaczać konieczność przebadania wszystkich naszych podopiecznych. Chcemy więc mieć możliwie dużą pewność, że nowy mieszkaniec pochodzi ze sprawdzonego źródła.
Czy myślą już Państwo o kolejnych zwierzętach?
Mamy różne plany, ale najpierw chcemy rozbudować i wyremontować budynki. Zależy nam na tym, żeby lepiej uporządkować przestrzeń i przygotować odpowiednie miejsce dla zwierząt. Zastanawiamy się także nad krową miniaturową. Duża krowa wymagałaby znacznie więcej przestrzeni, dlatego interesują nas rasy miniaturowe. Na razie się rozglądamy i sprawdzamy dostępne możliwości.
Rozwijanie tego miejsca łączy Pani z nauką. Jak udaje się godzić szkołę z obowiązkami przy zwierzętach?
Przede mną ostatnia klasa liceum, czyli klasa maturalna. Moja siostra również chodzi do liceum. W czasie roku szkolnego musimy więc łączyć naukę z obowiązkami przy zwierzętach. Bardzo pomaga nam tata. Możemy również liczyć na babcię, która mieszka na miejscu. Dzięki temu dzielimy się obowiązkami i zawsze mamy wsparcie.
Czy swoją przyszłość zawodową także chciałaby Pani związać ze zwierzętami?
Myślę o studiach pedagogicznych oraz rozwijaniu się w kierunku pracy z dziećmi i alpakoterapii. Po ukończeniu szkoły chciałabym rozpocząć odpowiedni kurs i poszerzać wiedzę w tym zakresie.
Po godzinach: 5 krótkich pytań
Lżejsza, bardziej osobista część rozmowy z Julią Jankowską – o książce, filmie, muzyce i miejscu, w którym najłatwiej odpocząć od codziennych spraw.
Książka, do której chętnie Pani wraca?
Szczególnie ważny jest dla mnie „Mały Książę”. Poznałam tę książkę w szkole podstawowej i do dziś uważam ją za wyjątkową. Kiedy rozmawiam z młodszym kuzynostwem, zawsze polecam im właśnie „Małego Księcia”. To książka, którą naprawdę warto przeczytać.
Film, który zrobił na Pani szczególne wrażenie?
Lubię filmy historyczne. Szczególnie zapadł mi w pamięć „Chłopiec w pasiastej piżamie”. Oglądam również komedie i lżejsze produkcje, ale trudno byłoby mi wskazać jedną, która zrobiła na mnie równie duże wrażenie.
Muzyka, która najczęściej towarzyszy Pani po godzinach?
Najczęściej słucham przebojów radiowych. Nie zamykam się na jeden gatunek – wybieram to, co akurat pojawia się w radiu i wpada mi w ucho. Moje muzyczne wybory są więc dość różnorodne.
Gdzie najłatwiej Pani odpocząć i nabrać dystansu?
Właśnie tutaj, wśród zwierząt. Kiedy mam stresujący dzień albo trudniejszy moment, przychodzę do nich, siadam i obserwuję. Zieleń i obecność zwierząt bardzo mnie uspokajają. To miejsce pozwala mi odpocząć i na chwilę oderwać się od codziennych spraw.
Gdyby miała Pani jeden wolny dzień tylko dla siebie, jak najchętniej by go Pani spędziła?
Prawdopodobnie zostałabym tutaj. Nawet gdyby ktoś zaproponował mi wyjazd nad morze, chyba wybrałabym dzień ze zwierzętami. Oczywiście zawsze jest przy nich coś do zrobienia, ale to moja pasja, dlatego nie traktuję tych obowiązków wyłącznie jak pracy.




