Przygotowanie skóry to połowa makijażu
Profesjonaliści powtarzają jedno: jeśli skóra jest przesuszona, ściągnięta albo bardzo przetłuszczona, żaden – nawet najdroższy – podkład nie będzie wyglądał dobrze. Dlatego zanim sięgniesz po kosmetyki kolorowe, zadbaj o pielęgnację.
Rano wystarczy delikatne oczyszczenie (żel lub pianka, bez mocnego „szorowania”), lekka esencja lub serum nawilżające i krem dopasowany do typu cery. Kluczowy krok to krem z filtrem SPF – najlepiej o lekkiej, nietłustej formule, który nie będzie się warzyć pod makijażem.
Wizażystki często nakładają odrobinę nawilżającej bazy lub po prostu dokładają więcej kremu w miejsca, gdzie skóra jest sucha (np. skrzydełka nosa, okolice ust). Dzięki temu podkład nie wsiąka nierówno i nie podkreśla suchych skórek.
Mniej podkładu, więcej korektora
Najczęstszy błąd? Próba przykrycia wszystkiego grubą warstwą podkładu. Efekt: ciężka twarz, odcinająca się od szyi, widoczne „płatami” smugi. Wizażystki robią odwrotnie:
-
cienka warstwa lekkiego podkładu na całą twarz,
-
dopiero potem – korektor punktowo na to, co naprawdę chcesz ukryć.
Podkład ma wyrównać koloryt, a nie zamalować każdy pieprzyk. Wybierz formułę, która ma wykończenie satynowe lub naturalnie matowe – ekstremalnie matowe, „betonowe” kosmetyki łatwo dają efekt maski.
Jeśli masz sporo niedoskonałości, zamiast „dokładać” kolejne warstwy podkładu, użyj korektora o większym kryciu, ale tylko lokalnie: na niedoskonałości, zaczerwienienia przy nosie czy mocno widoczne naczynka.
Dobór koloru: zły odcień zdradzi wszystko
Nawet najlepiej nałożony podkład będzie wyglądał jak maska, jeśli ma zły kolor. Zbyt ciemny postarza i tworzy efekt „solarium w tubce”, zbyt jasny daje wrażenie chorej, ziemistej skóry.
Wizażystki testują podkład:
-
nie na dłoni,
-
nie na czole,
-
tylko na linii żuchwy – tak, by od razu zobaczyć, czy stapia się z szyją.
Jeśli wahasz się między dwoma odcieniami, zwykle lepszy będzie ten odrobinę jaśniejszy i cieplejszy – za ciemny natychmiast „wchodzi” w zmarszczki i pory, podkreślając wszystko, co chcemy ukryć.
Pamiętaj też, że cera zimą i latem ma inny kolor. Wizażystki często mieszają dwa odcienie – to prosty trik, który pozwala dopasować kolor przez cały rok.
Technika aplikacji: gąbka, pędzel czy palce?
Nie chodzi tylko o to, co nakładasz, ale jak. Efekt maski często bierze się z niewłaściwej techniki.
-
Gąbka typu beauty blender – używana lekko wilgotna daje najbardziej naturalne wykończenie. Wizażystki „wklepują” nią produkt, zamiast go rozcierać. Nadmiar podkładu zostaje na gąbce, a na skórze zostaje cienka warstwa.
-
Pędzel typu „flat top” lub języczkowy – lepszy, gdy chcesz większego krycia, ale wymaga dopracowania. Po nałożeniu warto przejechać po twarzy czystą gąbką, żeby zebrać nadmiar kosmetyku.
-
Palce – ciepło dłoni pomaga stopić podkład ze skórą. To dobry sposób przy lekkich, kremowych formułach lub tintach.
Zasada jest prosta: zaczynaj od małej ilości produktu, zawsze możesz coś dołożyć. O wiele trudniej zdjąć z twarzy nadmiar podkładu niż dołożyć odrobinę w miejscach, które tego potrzebują.
Korektor pod oczy bez „suchej skorupy”
Cienie pod oczami kuszą, by przykryć je grubą warstwą jasnego korektora. Tu również efekt maski czy „ciasta” jest niemal gwarantowany.
Triki wizażystek:
-
wybieraj korektory o lekkiej, kremowej konsystencji,
-
najpierw nałóż dosłownie kroplę i dobrze ją wklep,
-
jeśli cienie są bardzo ciemne, najpierw użyj delikatnego korektora w tonacji brzoskwiniowej, dopiero potem jasny.
Zbyt jasny korektor może wręcz podkreślić zasinienia i zmarszczki. Lepiej lekko rozświetlić okolicę pod oczami niż stworzyć białe „półksiężyce”.
Puder: przyjaciel czy wróg?
Puder ma utrwalić makijaż i zmatowić cerę – ale w nadmiarze dodaje lat, betonu i podkreśla każdą zmarszczkę.
Wizażystki często pudrują tylko:
-
strefę T (czoło, nos, broda),
-
okolice nosa,
-
miejsca, gdzie korektor ma tendencję do zbierania się.
Reszcie twarzy pozwalają „żyć” – naturalny połysk skóry wygląda młodo i świeżo. Warto sięgać po lekkie pudry sypkie i nakładać je miękkim, dużym pędzlem, ruchem „muśnięcia”, a nie wcierania.
Dobrym trikiem jest też utrwalanie makijażu mgiełką (sprayem) na koniec – pomaga połączyć warstwy produktu i zdjąć pudrowość z powierzchni skóry.
Kolor i światło, czyli odwróć uwagę od niedoskonałości
Wizażystki wiedzą, że nie wszystkie niedoskonałości da się w 100% zamaskować – ale można odwrócić od nich uwagę. Jak?
-
odrobina rozświetlacza na szczytach kości policzkowych,
-
naturalny, „zdrowy” róż na policzkach,
-
delikatne podkreślenie brwi i rzęs.
Jeśli oczy i uśmiech są „zrobione”, drobne niedoskonałości na brodzie czy policzkach przestają rzucać się w oczy. To makijaż, który nie krzyczy „próbuję coś ukryć”, tylko „jestem wypoczęta i świeża”.
Najczęstsze błędy, które dają efekt maski
Na koniec warto uświadomić sobie, czego unikać:
-
nakładania tej samej ilości podkładu na całą twarz,
-
dokładania kolejnych warstw, zamiast pracować korektorem punktowo,
-
używania zbyt ciężkich, mocno matujących formuł na suchą lub dojrzałą cerę,
-
źle dobranego koloru podkładu, który „odcina się” od szyi,
-
pudrowania całej twarzy grubą warstwą.
Naturalny makijaż kryjący to nie iluzja. To efekt kilku sprytnych trików i zasady, którą wizażystki powtarzają jak mantrę: makijaż ma podkreślać twoją twarz, a nie ją przykrywać. Jeśli o tym pamiętasz, niedoskonałości da się ukryć tak, by nikt – oprócz ciebie – nie wiedział, gdzie naprawdę pracował podkład i korektor.




