Miałem przyjemność wraz z żoną i naszymi dziećmi – trzyletnią Helenką, pięcioletnim Nikosiem oraz siedmioletnim Ignasiem – skorzystać z gościnności Eksperymentarium w Chojnicach. Zanim rozpoczęliśmy rozmowę, Marta Tyma oprowadziła nas po wystawie, objaśniając działanie kolejnych stanowisk i zapraszając dzieci do udziału w przygotowanych zadaniach. Dzięki temu mogliśmy spojrzeć na ekspozycję zarówno z perspektywy rodziców, jak i dzieci w różnym wieku. Podczas oprowadzania pojawiały się pytania, dźwięki, zagadki i zadania wymagające samodzielnego działania. Nie było to jednostronne przekazywanie informacji, ale żywa rozmowa połączona z odkrywaniem kolejnych elementów wystawy.
Ekspozycja łączy naukę z zabawą, przyrodę Borów Tucholskich z historią Chojnic, a przekazywanie wiedzy z samodzielnym poznawaniem prezentowanych zjawisk. Dzieci mogą nie tylko słuchać wyjaśnień, lecz także sprawdzać działanie mechanizmów, odpowiadać na pytania i wykonywać przygotowane zadania. Dorośli również szybko przekonują się, że przy wielu stanowiskach warto zatrzymać się nieco dłużej.
Po zakończeniu wspólnego zwiedzania rozmawiamy z Martą Tymą o jej pracy, dziecięcych pytaniach i przyszłości Eksperymentarium.
Jak zaczęła się Pani przygoda z Eksperymentarium? Czy od początku planowała Pani pracę z dziećmi i edukacją?
Szczerze mówiąc, nie obudziłam się pewnego dnia z myślą, że będę pracować w Eksperymentarium. Wszystko potoczyło się bardzo naturalnie. Zawsze lubiłam kontakt z ludźmi, a szczególnie z dziećmi, ponieważ z nimi każdy dzień wygląda inaczej. Tutaj mogę połączyć kreatywność, przyrodę, naukę i dobrą zabawę. To praca, w której trudno się nudzić.
Pamięta Pani swój pierwszy dzień w tym miejscu? Co zrobiło wtedy na Pani największe wrażenie?
Tak. Największym zaskoczeniem było chyba to, że dzieci wiedzą więcej, niż nam się wydaje. Jednocześnie potrafią zadać pytanie, na które człowiek absolutnie nie jest przygotowany. Szybko zrozumiałam, że tutaj trzeba mieć nie tylko wiedzę, ale również poczucie humoru i refleks.
Podczas oprowadzania dzieci najpierw słuchają wyjaśnienia, a później mogą samodzielnie korzystać z wystawy. Jak wygląda to w praktyce?
Najpierw opowiadam im o danym stanowisku, żeby wiedziały, na czym ono polega i jak mogą z niego korzystać. Później przychodzi czas na samodzielne wykonywanie zadań.
Przy jednych stanowiskach dzieci rozpoznają dźwięki, przy innych układają elementy, obserwują ruch albo uruchamiają określony mechanizm. Dzieci są z natury małymi naukowcami. Im więcej mogą zrobić samodzielnie, tym lepiej.
Które stanowisko w Eksperymentarium najbardziej przyciąga dzieci?
To zależy od wieku, ale ogromnym hitem jest nasza rosiczka. Dużym zainteresowaniem cieszą się także wszystkie stanowiska, przy których można czegoś dotknąć, coś nacisnąć albo sprawdzić, co się stanie.
Czy trzyletnie dziecko może już dobrze bawić się w Eksperymentarium, czy pełnię możliwości wystawy odkrywają dopiero starsze dzieci?
Jak najbardziej. Mamy atrakcje praktycznie dla każdego wieku. Maluchy zachwycają się kolorami, dźwiękami i możliwością dotykania wszystkiego. Starsze dzieci zaczynają zadawać trudniejsze pytania i próbują rozwiązywać zagadki. Dorośli często wracają tutaj do dzieciństwa i nagle okazuje się, że tata spędza przy stanowisku więcej czasu niż jego syn.
Co najczęściej zaskakuje rodziców, którzy odwiedzają Eksperymentarium po raz pierwszy?
To, że dzieci nie pytają o telefon. Naprawdę. Często słyszymy od rodziców, że ich dziecko pierwszy raz od dawna zapomniało o smartfonie. To chyba największy komplement dla naszego miejsca.
Dzieci potrafią zadawać bardzo nieoczywiste pytania. Czy pamięta Pani takie, które szczególnie Panią zaskoczyło albo rozbawiło?
Było ich mnóstwo. Kiedyś jedno dziecko zapytało mnie całkiem poważnie, czy rosiczka zjada ludzi. Innym razem usłyszałam pytanie: „A pani tutaj mieszka?”. Dziecięca wyobraźnia nie ma granic i to jest w niej najpiękniejsze.
Jak zainteresować przyrodą i nauką dzieci, które od najmłodszych lat są przyzwyczajone do smartfonów, krótkich filmów i szybkich bodźców?
Nie warto walczyć z technologią. Lepiej pokazać, że prawdziwy świat potrafi być jeszcze ciekawszy. Kiedy dziecko samo wykona doświadczenie, usłyszy odgłosy zwierząt albo odkryje coś własnymi rękami, ekran przestaje być najważniejszy. Ciekawość nadal wygrywa, tylko trzeba ją obudzić.
Wystawa mocno nawiązuje do Chojnic i Borów Tucholskich. W jaki sposób region jest obecny w ekspozycji?
Odwiedzający poznają między innymi przyrodę Borów Tucholskich. Pojawiają się lokalne krajobrazy, fauna i flora, a także odgłosy zwierząt, które dzieci próbują samodzielnie rozpoznawać.
Na wystawie można również dowiedzieć się więcej o historii Chojnic. Pokazujemy, jak miasto zmieniało się od czasów średniowiecza do współczesności. Pojawiają się także dawne cechy miejskie i zawody, takie jak kowal, sukiennik czy szewc. W ten sposób podczas zwiedzania zagadnienia przyrodnicze przeplatają się z tematami związanymi z historią miasta i regionu.
Czy Eksperymentarium współpracuje ze szkołami i przedszkolami?
Tak. Przychodzą do nas klasy szkolne i inne grupy zorganizowane. Przygotowujemy również sezonowe zajęcia, na przykład warsztaty wiosenne, letnie i jesienne.
Gdyby mogła Pani stworzyć w Eksperymentarium dowolny nowy eksponat, bez oglądania się na koszty i ograniczenia techniczne, co by to było?
Chciałabym stworzyć ogromny, niemal prawdziwy las – z dźwiękami, zapachami i zmieniającą się pogodą. Może nawet z mgłą i burzą, żeby każdy mógł poczuć się jak podczas spaceru po Borach Tucholskich. Tylko bez komarów i kleszczy. Tego elementu natury chyba nikt by nie chciał.
Jak wyobraża sobie Pani Eksperymentarium za pięć lat? Co chciałaby Pani w nim rozwinąć albo zmienić?
Mam nadzieję, że będzie jeszcze większe, z nowymi interaktywnymi stanowiskami, większą liczbą warsztatów i jeszcze większą liczbą uśmiechów. Chciałabym, żeby było miejscem, do którego dzieci przychodzą z ciekawością, a wychodzą z głową pełną pomysłów. Chciałabym też, żeby nadal można było tutaj usłyszeć: „Mamo, jeszcze pięć minut”, tylko że te pięć minut najczęściej trwa kolejną godzinę.
Rozmawiał: Łukasz Augustyński




