Ogród odwiedziliśmy 26 sierpnia 2026 roku całą, pięcioosobową rodziną. Już po kilku minutach zwiedzania było jasne, że nie będzie to szybki spacer od wybiegu do wybiegu. Raz uwagę dzieci przyciągała panda mała albo surykatka, chwilę później zatrzymywaliśmy się przy oznaczonej roślinie, stawie lub starym drzewie. Wszystko jest tu położone blisko siebie, ale nie sprawia wrażenia ściśniętego.
To raczej zielony ogród, przez który prowadzi trasa wśród zwierząt, niż typowa przestrzeń zoologiczna podporządkowana kolejnym ekspozycjom. W wielu miejscach można po prostu przystanąć, usiąść i popatrzeć na otoczenie.
Najpierw był ogród
Botaniczny charakter tego miejsca nie jest współczesnym dodatkiem. Historia ogrodu sięga 1797 roku, kiedy teren nabył lekarz i miłośnik botaniki Johann Gottlieb Schultz. Rozwijał tu założenie ogrodowe, porządkował drzewostan i sprowadzał rośliny. Część zoologiczna pojawiła się znacznie później – kolekcję zaczęto rozszerzać o egzotyczne zwierzęta w latach 60. XX wieku.
Ta kolejność do dziś jest dobrze widoczna. Zieleń nie została podporządkowana wybiegom. Stare drzewa, krzewy, pnącza, paprocie i rośliny ozdobne mają własne tabliczki, a w wielu miejscach tworzą wręcz osobne fragmenty ekspozycji.
Ogród zajmuje niespełna cztery hektary. Niewielka powierzchnia okazuje się jednak jego zaletą. Zamiast długich przejść pomiędzy odległymi wybiegami otrzymujemy kameralną przestrzeń, w której niemal cały czas coś znajduje się w zasięgu wzroku.
Botaniczna część nie jest tylko zielonym tłem
W czasie wizyty sfotografowaliśmy wiele oznaczonych roślin. Są wśród nich zarówno pospolitsze gatunki, jak i odmiany, których większość osób podczas zwykłego spaceru prawdopodobnie nie potrafiłaby nazwać.
Uwagę zwracają między innymi dwa jałowce płożące – „Golden Carpet” i „Limeglow”, jałowiec wirginijski „Grey Owl”, irga rozkrzewiona, trzmielina Fortune’a, sosna czarna, kokornak wielkolistny, świerk biały „Echiniformis”, pigwowiec japoński, jesion wyniosły „Pendula” czy laurowiśnia wschodnia. W kolekcji można zobaczyć także jodłę balsamiczną „Piccolo”.
Szczególną wartość mają stare drzewa. Okazały buk zwyczajny wygląda zupełnie inaczej niż niewielkie, kolekcjonerskie odmiany iglaków znajdujące się kilkadziesiąt metrów dalej. Dzięki temu ogród pokazuje rośliny w bardzo różnej skali – od monumentalnego drzewostanu po niewielkie gatunki runa.
Są również paprocie i rośliny objęte w Polsce ochroną. Na trasie odnajdujemy między innymi języcznik zwyczajny, paprotkę zwyczajną, długosza królewskiego oraz paprotnika Brauna. Osobną ciekawostką jest miłorząb dwuklapowy, jeden z najbardziej charakterystycznych przedstawicieli roślin nagonasiennych.
Nie trzeba przy tym znać łacińskich nazw. Dzieci zauważają przede wszystkim wielkie liście, kolory, wodę, kamienie i nietypowe kształty. Dorośli mogą poświęcić więcej czasu tabliczkom i kompozycjom.
Ogród japoński, stawy i miejsca, przez które nie chce się przechodzić szybko
Botaniczną stronę ogrodu najlepiej widać tam, gdzie nie ma zwierząt na pierwszym planie. Kamienie, niewielkie mostki, czerwone elementy architektury, stawy i starannie prowadzone nasadzenia tworzą spokojniejsze części trasy.
Bardzo dobrze prezentują się kwitnące hortensje. Obok nich są bardziej naturalistyczne zakątki, gdzie roślinność jest gęstsza i mniej uporządkowana. W innym miejscu niewielka kaskada wpada do otoczonego kamieniami zbiornika.
Takich fragmentów nie traktowaliśmy jedynie jako drogi do następnego wybiegu. To pełnoprawna część zwiedzania i jeden z powodów, dla których ogród ma własny charakter.
Panda mała idealnie pasuje do tego pięknego miejsca
Jednymi z najbardziej wyczekiwanych zwierząt były pandy małe. Ich wybieg dobrze pokazuje sposób, w jaki urządzono znaczną część ogrodu. Dużo drewna, gałęzi i roślinności sprawia, że zwierzęcia nie zawsze dostrzega się natychmiast.
Trzeba przez chwilę poszukać go wzrokiem. Na naszych zdjęciach udało się uchwycić pandy na drewnianych konstrukcjach. W takim otoczeniu obserwowanie zwierzęcia jest ciekawsze niż oglądanie go na niemal pustym wybiegu.
Podobnie jest przy wielu innych ekspozycjach. Zwierzę czasem znajduje się kilka metrów od zwiedzającego, ale pozostaje częściowo ukryte za gałęzią, pniem albo roślinnością.
Lemury, pigmejka, tupaja i leniwiec, który niemal wisiał nad naszymi głowami
W kolejnej części spotykamy znacznie mniejszych mieszkańców ogrodu. Wari czarnobiały wyróżnia się kontrastowym futrem, a lemura katta trudno pomylić z innym zwierzęciem dzięki charakterystycznemu ogonowi w czarno-białe pierścienie.
Jeszcze innej skali trzeba wypatrywać przy pigmejce. To jeden z najmniejszych przedstawicieli naczelnych. Na jednym z naszych zdjęć udało się również pewnie rozpoznać tupaję północną.
Najmocniejsze wspomnienie z tej części wizyty zostawił jednak leniwiec dwupalczasty. Odpoczywał wysoko przy drewnianej konstrukcji, ale znajdował się na tyle blisko zwiedzających, że można było dokładnie obserwować jego sylwetkę, długie kończyny i charakterystyczne pazury.
Nie wykonywał żadnych efektownych akrobacji. Właściwie prawie się nie ruszał, a mimo to kolejne osoby przystawały właśnie przy nim. W przypadku leniwca samo zobaczenie zwierzęcia z tak niewielkiej odległości okazało się wystarczającą atrakcją.
Od surykatek po mniej oczywiste ssaki
Toruński ogród nie należy do największych w Polsce, ale kolekcja zwierząt potrafi zaskoczyć. Oprócz łatwo rozpoznawalnych surykatek zobaczyliśmy między innymi mary patagońskie i ostronosy białonose.
Na kolejnych wybiegach pojawiają się zwierzęta, których nazw dzieci raczej nie znają przed wizytą. Takin miszmi czy markur turkmeński nie mają medialnej popularności pandy, ale właśnie dlatego warto przy nich zatrzymać się nieco dłużej.
Do tego dochodzą walabie Bennetta, alpaki czy osły domowe. Nawet pospolita wiewiórka, która pojawiła się wśród zieleni jako całkowicie dziki mieszkaniec ogrodu, świetnie wpisała się w charakter miejsca.
Mini Folwark: dzieci mogą podejść naprawdę blisko
Jednym z najważniejszych miejsc podczas rodzinnego zwiedzania jest Mini Folwark. Tutaj zwierzęta nie pozostają wyłącznie bohaterami obserwowanymi z dystansu.
Najwięcej czasu spędziliśmy przy kozach karłowatych. Dzieci mogły obserwować je z bliska, a w przeznaczonym do tego miejscu również podawać właściwą karmę. Jedną z kóz można było nawet szczotkować.
Na wybiegach znajdują się także owce kameruńskie oraz niezwykle charakterystyczne owce walliserskie czarnonose. Zwłaszcza te ostatnie łatwo zapamiętać dzięki czarnej części twarzowej oraz gęstej, jasnej wełnie.
To prosty fragment wizyty, ale dla małych dzieci może być ważniejszy od oglądania najbardziej egzotycznych gatunków przez szybę.
Ptaki, przy których warto patrzeć nie tylko na kolory
Ptasia część ogrodu jest znacznie ciekawsza, niż mogłoby wynikać z pobieżnego przejścia obok wolier. Są tu gatunki bardzo efektowne wizualnie, ale również takie, których nazwy dla wielu zwiedzających będą całkowicie nowe.
Udało nam się sfotografować między innymi szpaki balijskie, parę korońców plamoczubych, kukaburę i toko czarnoskrzydłego. Do tego dochodzą turako zielony i turako angolski, miedzianka szmaragdowa oraz sowa jarzębata.
Korońce plamoczube robią szczególne wrażenie. To duże gołębie o niebieskoszarym upierzeniu i efektownych czubach. Zupełnie inaczej wygląda biały szpak balijski, którego wyróżnia między innymi intensywnie niebieska skóra wokół oczu.
Przy takich gatunkach tabliczki informacyjne naprawdę mają znaczenie. Najpierw dziecko widzi nietypowego ptaka, potem poznaje jego nazwę, a później bez problemu odnajduje go na zrobionej podczas wizyty fotografii.
Herpetarium wymaga cierpliwości
W herpetarium zmienia się tempo zwiedzania. Tutaj nie wystarczy rzucić okiem na wybieg. Zwierzęta często leżą nieruchomo pomiędzy konarami, wtapiają się w skały albo chowają w zacienionych fragmentach terrariów.
Właśnie dlatego udało się przygotować całkiem obszerną dokumentację gadów. Na zdjęciach znalazły się między innymi boa madagaskarski, anakonda żółta, sanzinia madagaskarska i boa pacyficzny.
Wśród jaszczurek udało się pewnie rozpoznać warana czarnoogonowego, agamę brodatą karłowatą, helodermę meksykańską oraz jaszczurkę szmaragdową. Osobną grupę tworzą kolejne węże, które w terrariach można czasem dostrzec dopiero po dłuższym przyglądaniu się ekspozycji.
Fotografie wykonane przez szybę nie zawsze są idealnie czyste technicznie, ale w tym przypadku mają dużą wartość dokumentacyjną. Pokazują nie tylko samo zwierzę, lecz także sposób, w jaki wykorzystuje ono przygotowaną przestrzeń.
Żółwie i mały pancernik
Przy żółwiach trzeba zachować większą ostrożność z podpisami zdjęć. Na wspólnym wybiegu znajdują się żółwie stepowe i greckie, ale nie każdy sfotografowany osobnik pokazuje wystarczająco dużo cech, aby bezpiecznie przypisać go do jednego gatunku. Dlatego w galerii pozostaniemy przy nazwie całej ekspozycji.
Podobnie w przypadku żółwi ozdobnych lepiej posługiwać się nazwą Trachemys scripta, gdy konkretny podgatunek nie jest widoczny dostatecznie wyraźnie.
Znacznie mniej problemów sprawia bolita południowy. Niewielkiego pancernika udało się sfotografować częściowo ukrytego przy elemencie wyposażenia wybiegu. To jedno z tych zwierząt, które łatwo przeoczyć, jeśli przez ekspozycję przechodzi się zbyt szybko.
Nawet karaczany dostały własną chwilę
Nie wszystkie zwierzęta muszą mieć futro, pióra albo imponujące rozmiary. W jednej z ekspozycji uwagę przyciąga cała grupa karaczanów madagaskarskich zgromadzonych na drewnianej konstrukcji. Obok udało się sfotografować również karaczana pasiastego.
Dla części zwiedzających będzie to zapewne najmniej sympatyczny punkt programu. Dla dzieci może być dokładnie odwrotnie. Zobaczenie z bliska zwierzęcia, które zwykle kojarzy się wyłącznie z niechcianym owadem, jest zaskakująco dobrym pretekstem do rozmowy o różnorodności świata przyrody.
Niezwykłe miejsce dla rodziny z dziećmi
Największą zaletą Ogrodu Zoobotanicznego w Toruniu nie jest jeden spektakularny wybieg. Jest nią różnorodność doświadczeń mieszczących się na stosunkowo niewielkim obszarze.
Dzieci mogą obserwować pandę małą, szukać pigmejki pomiędzy gałęziami, zobaczyć nieruchomego leniwca kilka metrów od siebie, nakarmić kozę, wejść do herpetarium, pobawić się na placu zabaw, a za chwilę przejść obok ogromnego buka albo zatrzymać się przy roślinie opisanej polską i łacińską nazwą.
Nie ma przy tym poczucia ciągłego biegu od jednej atrakcji do następnej. Są ławki, dużo cienia i sporo spokojnych fragmentów. Zieleń oddziela poszczególne strefy, dzięki czemu nawet przy większej liczbie odwiedzających nie cały ogród musi sprawiać wrażenie zatłoczonego.
Podczas naszej wizyty za bilety dla pięcioosobowej rodziny zapłaciliśmy łącznie 70 zł, a dodatkowe 5 zł kosztowała porcja karmy dla zwierząt. Był to koszt naszej konkretnej wizyty 26 sierpnia 2026 roku, a nie uniwersalna cena biletu rodzinnego. Ceny zależą od wieku odwiedzających oraz przysługujących ulg, dlatego przed przyjazdem warto sprawdzić aktualny cennik.
Czy warto odwiedzić Ogród Zoobotaniczny w Toruniu?
Z naszej perspektywy – zdecydowanie tak.
Nie jest to miejsce, do którego przyjeżdża się wyłącznie po to, aby „zaliczyć” kolejne gatunki zwierząt. Najlepiej działa właśnie wtedy, gdy pozwolimy sobie zwolnić. Zobaczyć zwierzę, a po chwili zainteresować się rośliną obok. Zatrzymać się przy stawie. Poszukać pandy wśród gałęzi. Poczekać, aż dziecko skończy szczotkować kozę. Przyjrzeć się niewielkiej pigmejce, a kilkanaście minut później ogromnemu, staremu drzewu.
Toruński ogród nie musi konkurować rozmiarem z największymi ogrodami zoologicznymi w Polsce. Ma coś innego – własny, bardzo wyraźny charakter.
Tutaj naprawdę spotykają się dwa światy. I żaden z nich nie jest tylko dodatkiem do drugiego.
Tekst i zdjęcia: Łukasz Augustyński
Informacje praktyczne
- Adres: ul. Bydgoska 7, Toruń.
- Charakter obiektu: ogród zoologiczny i botaniczny w jednej historycznej przestrzeni.
- Na wizytę: warto przeznaczyć kilka godzin i nie planować przechodzenia całej trasy w pośpiechu.
- Karmienie zwierząt: wyłącznie odpowiednią karmą oraz w miejscach, w których jest to dozwolone.
- Koszt naszej wizyty 26 sierpnia 2026 roku: 70 zł za bilety dla pięcioosobowej rodziny (dwójka dorosłych plus dzieci – 3 lata, 5 lat, 7 lat) oraz 5 zł za karmę dla zwierząt. Przed przyjazdem warto sprawdzić aktualne ceny i sezonowe godziny otwarcia.




